Urban Decay NAKED CHERRY
HEY BEAUTY
Długi długi czas temu oglądałam u Tati Westbrook PR box i tam była cudowna paleta Urban Decay NAKED Cherry, zapragnęłam ją mieć.
Zawsze bardziej ciągnęło mnie do palet Too
Faced niż Urban Decay.
Pamiętacie bodajże w zeszłym roku chorowałam na Urban Decay NAKED Heat ale
koniec końców jej nie kupiłam jednak.
Żebyście nie pomyśleli że chce / kupuje wszystko co Tati pokazuje czy zachwala, wraz z Fleur De Force są dla mnie najbardziej rzetelnym
źródłem. Nawet jeśli dostają coś w ramach współpracy czy PR box przekazują
swoje opinie, wrażenia a nie że sponsorowane to same och i ach the best of.
Od razu widać że opakowanie jest solidne, już pierwszego dnia paleta miała
lekki wypadem. Opakowanie trochę ucierpiało ale cienie w całości a to
najważniejsze.
Z racji że jest tak solidne jest gorsze do podróżowania w przeciwieństwie do
np. Zoeva.
Pod względem opakowań NAKED zawsze mi się podobały, widać od razu że
jest mocne i cały ten desing jakoś do mnie przemawia.
Jak zawsze w komplecie znajduje się dwustronny pędzelek, osobiście takich nie
lubię ponieważ któraś strona zawsze będzie miała zniekształcone włoski.
Paleta została wykonana w ciepłej tonacji. Tak dokładnie to jest moja druga
paleta z Urban Decay i druga w ciepłej tonacji, jak pamiętacie pierwsza
to BACKTALK,
Szczerze mam już dosyć brązów (większość moich pierwszych palet była w
odcieniach brązu)
NAKED Cherry zawiera łącznie 12 cieni w tym 7 matów i 5 błyszczących.
Najbardziej męczę błyski, po maty sięgam bardzo rzadko.
Po Urban Decay możemy spodziewać się
trwałości, pigmentu oraz łatwości w blendowania i tak paleta nie zawiodła. Mamy głęboki
pigment a blendowanie to sama przyjemność. Cienie dają się z łatwością budować
no i ta trwałość - bajka.
Zastanawiałam się tylko czy warto dawać za paletę ponad 200zł gdzie w dużo
niższej cenie znajdziemy również podobną kolorystykę? Wiecie co warto! Nie wiem
czy jakakolwiek znana mi paleta (drogeryjna) oprócz kolorystyki tak dobrze się
buduje, ma taką intensywną pigmentacje.
Fakt tutaj płacimy też za markę ale osobiście wolę więcej zapłacić lecz mieć
pewność że produkt spełni moje oczekiwania niż zaoszczędzić i zastanawiać się
czy cienie wytrzymają chociaż pół dnia.
Taką zasadą kieruje się nie tylko w przypadku cieni ale także reszty.





Komentarze
Prześlij komentarz